poniedziałek, 30 września 2013

1.


"Z Azylu"

- Znowu mamy towarzystwo - rozległ się szept na najwyższym piętrze sędziwego domu stojącego na wzgórzu daleko od miasta. 
- Strych był zamknięty już zbyt długo - odezwał się drugi głos, a za nim kolejny:
- Przyjechała w samą porę. Ale po co jej ten żałosny wózeczek?
- Udaje jak zwykle - czwarty głos był jeszcze bardziej skrzekliwy od poprzednich i tak samo jak w ich przypadku, nie wiadomo było dokładnie z którego kąta starego strychu dochodzi. Na podjazd przed domem zajechała taksówka, której kierowcy twarz zasłaniała panująca zresztą na całych mokradłach, nieprzezroczysta mgła. Ktoś wyszedł z domu i pomógł przygarbionej postaci wysiąść z samochodu przesadzając ją od razu na wózek inwalidzki. Tajemnicza postać miała ze sobą także laskę i niewielki bagaż, który został przejęty przez życzliwego gospodarza. Taksówkarz nie domagał się zapłaty za podwózkę, za to jak najprędzej odjechał, z piskiem opon i w stronę centrum. 
W przedpokoju domostwa panowała nerwowa atmosfera. Starej nie było już tak długo, że pani La Fey zdążyła zapomnieć jak męcząca potrafi być jej teściowa. Poprawiła więc synowi muchę pod szyją pozwalając mu się na chwilę oddalić i uśmiechnęła się krzepiąco do córki. Ona jako jedyna z tej czteroosobowej rodziny nie miała okazji poznać babci.
- O mój Boże! - ekscytowała się kobieta. - Ona już tu jest! Missy, wyprostuj się, zrobimy na niej dobre wrażenie. Pamiętaj, musisz być dla niej dobra, właśnie wraca z dłuuugiego pobytu w szpitalu, potrzebuje spokoju. Do ciebie też mówię, King, żadnych wygłupów, jasne? King! Przestań grać i otwórz ojcu i babci drzwi.
Stołek na którym chłopiec siedział przed organami zachwiał się i omal wraz z nim nie przewrócił, ale matka nie zdążyła upomnieć syna by uważał, bo ten już naciskał klamkę frontowych drzwi. Stanął oko w oko z brzydką pomarszczoną babcią, która w pierwszej chwili wydała mu się nieżywa. Wyglądała, jakby właśnie kładziono ją do grobu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz