"Spod zaklęcia"
Zaledwie parę minut później King wytoczył się z domu. Była noc jasna, księżycowa. Mgła, która tak często gościła jesienią na mokradłach, ustąpiła, ale chmury nie. Wydawało się, że w każdej chwili może padać, w każdym razie i tak nie miał ochoty na oglądanie gwiazd. Przeżywał prawdziwy horror.
Walczył z tym dziwnym stanem, w jakim się znalazł. Jego umysł pragnął wyjść spod kontroli demonów, a im dalej odchodził od domu, tym lepiej mu się to udawało. Trzymał się za głowę mocno zaciskając powieki, jakby to miało mu w czymkolwiek pomóc. Usłyszał przytłumiony hałas dobiegający z piwnicy. Położył się na brzuchu przed domem tak, aby móc zajrzeć przez piwniczne okno znajdujące się na zewnątrz tuż przy ziemi.
"Oni" czegoś szukali.
Zacisnął na raz znowu powieki i zęby łudząc się, że "oni" nie znajdą tego, czego szukali, ale znaleźli to szybciej niż myślał, bo chwilę później znajdowali się na piętrze.
Nieśmiało zajrzał na przedpokój, a tam w powietrzu unosiła się siekiera, którą ojciec parę dni wcześniej rąbał drewno na opał. Zjawy zmierzały w kierunku kuchni, ale nie słyszał ich głosów. Gdy we wpadającym przez lufcik na korytarzu blasku księżyca odbiła się tarcza naostrzonego narzędzia, chłopiec stracił przytomność i padł na mokrą trawę.
***
Obudził go gorzki mocno drażniący dym w nozdrzach. Był duszący, nieprzyjemny i taki, którego nigdy nie wąchając nie da się do niczego przyrównać. King od razu przypomniał sobie bieg wydarzeń i jeszcze szybciej zerwał się na równe nogi. Chcąc nie chcąc wpadł do domu, od razu podążając do kuchni, skąd dochodził ten ohydny swąd.
Kuchenka.
Sukienka Missy i jej brązowe buciki leżały zabarwione na czerwono.
- Nie!
Chłopiec omal znowu nie zemdlał, ale postanowił być odważny, trudno mu było jednak nie uronić paru łez. Nie wierzył, że mógł być tak głupi, by do tego dopuścić. Ile razy przysięgał matce, że bez względu na wszystko będzie zajmował się swoją ukochaną siostrą? Miał do siebie bardzo duży żal jak na małego człowieka, ale jego serce w pierwszej kolejności wypełniał strach o własne życie.
Klątwa została złamana, dotarło do Kinga.
Wrócił na strych, gdzie już czekała na niego babcia.
Nienawidził tej wiedźmy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz