"Wina"
Nadszedł poranek. Całą noc chłopiec spędził samotnie, ukrywając się w lesie i ze zmęczenia nawet nie podskakując przy żadnym podejrzanym szeleście. Odbiegł od domu najdalej jak mógł, w końcu też zmorzył go sen. Nic mu się nie śniło, ale słońce przebijające się przez gałęzie wysuszonych dębów było najpiękniejszą rzeczą, jaką widział od czasu koszmaru, jaki przeżył.
Policja zadawała Kingowi pytania, a on na nie grzecznie odpowiadał, trochę zbyt spokojnie, ale w dalszym ciągu był oszołomiony tym, co wydarzyło się zeszłej nocy.
- Zrobiłem, co mogłem, by je uratować. - mówił z wyrazem szoku na na bladej twarzy. - Bałem się, że...Mogłem być następny.
Długo kręcili się po domu i w ogóle po wzgórzu, pewnie oczekiwali sensacji. Z jakiegoś powodu nie znaleźli nawet śladu Missy, którą w końcu uznano za zaginioną. Oczywiście pytali o nią jej brata, ale King nie był w stanie nic im powiedzieć. Czuł, że i tak nikt by mu nie uwierzył w tą nieprawdopodobną historię.
W głębi duszy gdzieś dalej czuł się oczarowany historiami swych niewidzialnych przyjaciół.
Policjant wrócił do niego znowu ze swoim notesikiem i wąsem pod nosem, chłonny informacji. King opowiedział mu wszystko jak było od początku do końca i jak spodziewał się, nie doczekał się od dorosłego powagi.
- Doktorze, proszę zabrać chłopca. Chyba potracił zmysły.
Matki nie widział długo, od kiedy kazali mu wyjść z domu, okryli ciężkim kocem i narzucili zasady bezpieczeństwa. Lekarz nie chciał mu nic powiedzieć.
***
W swoim dzienniku pisał: "...Babciu, czas obchodził się ze mną już wystarczająco długo. Wracam do Starego Domu."
Nie wracał do starego domu.
Bał się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz