poniedziałek, 30 września 2013

2.


"Znowu w domu"

- Babciu, witaj w domu! - zawołał niezrażony z dość niepewnym uśmiechem i oparł się plecami o ścianę, aby ojciec mógł wprowadzić wózek.
- Nie było cię strasznie długo - przywitała ją synowa z delikatnym uśmiechem i rękoma założonymi na brzuchu. Z Jonatanem starali się o trzecie dziecko.
Mała Missy wyjrzała zza sukienki mamy, ale ją widok starszej pani przeraził mocniej niż brata. Wolała nie patrzeć na babcię, ale gdzieś za nią, we mgłę wlewającą się do domu z szarego podwórka. Stare dęby nie powiewały na wietrze, zresztą nawet gdyby cokolwiek wiało, już dawno potraciły liście i nie ruszyłyby się o milimetr. Była wczesna jesień, a przyroda w tym miejscu pomarła już latem. Dziewczynka przymknęła oczy, a gdy je znowu otworzyła, ojciec zamknął drzwi separując ich od brzydkiej pogody w wąskim, klaustrofobicznym korytarzu.
- Mogę ci pomóc wstać z wózka, babciu? - spytał nieśmiało King, wyciągając do staruszki rękę. Powtórzył, by mieć pewność, że dosłyszała. Ta w odpowiedzi pokręciła smętnie głową, co siostra chłopca przyjęła z jeszcze większym przerażeniem. Dlaczego babcia się nie odzywa? Co prawda z wyglądu przypominała denatkę, ale przecież jej nierówny oddech starych płuc czuć było i słychać z drugiego końca korytarza, gdzie na niewysokim podeście stały organy. King przyglądał się zmarszczkom babci, był ciekaw, czy nie jest to czasem aby gumowa halloweenowa maska, od których za parę tygodni miało się roić na wystawach sklepowych w mieście. Gdyby jej dotknął, na pewno pozbyłby się wrażenia, że wpuścili do domu upiora.
- Spodoba ci się twój pokój, jest na strychu tak jak nam napisałaś, że chcesz- mówiła do staruszki synowa, siedząca na kanapie tyłem do kominka i wyprostowana jak struna. Mieszkali w tym domu od roku i do tej pory nie mogła pozbyć się dziwnego przeszywającego dreszczu z karku.- Przemalowany, po prostu cudny. Niedługo trzeba będzie przemalować także werandę, przez tą wilgoć wiecznie łuszczy się farba.
Nie pytała teściowej, dlaczego ta poleciła jej nie wnosić na strych łóżka. Niby gdzie indziej ta starucha miałaby spać? Na tym z bożej łaski wózku? Znowu odpowiedziała niezrozumiałym pomrukiem. Wstrętne babsko, myślała Miriam, ale dalej życzliwym głosem mówiła:
- Przez okno na strych wpada światło księżyca - po prostu chciała uniknąć głuchej ciszy. - Tej nocy mamy pełnię, prawda, King? - chłopiec kiwnął głową. Siedział ze swoją siostrą w kącie i bawił się koleją elektryczną. Co prawda zwykle był pierwszy do dyskutowania z dorosłymi, na przeróżne tematy zresztą, ale obecność babci go jakoś onieśmielała. Dlaczego mama tak jej nadskakuje? Dlaczego z Missy nie dostali żadnych słodyczy tak jak w starym mieszkaniu, gdy przyjechali rodzice jego mamy? Czy starsza pani śpi? 
Jonatan dołożył jeszcze trochę drewna do kominka, aby mieć pewność, że nie będzie musiał go rozpalać w nocy, po czym otarł ręce o wiszącą na oparciu kanapy szmatkę i zajął miejsce obok Miriam.
- Missy znalazła serwis do herbaty, własność poprzednich właścicieli. - odezwał się. Miał ochotę wypytać matkę o wakacje, które sobie zrobiła i o miejsce, w którym je spędziła, ale jeszcze nie miał odwagi. I tak długo się nie widzieli, zresztą ich stosunki zawsze były chłodne i oschłe. Na jego słowa jednak osoba na wózku inwalidzkim poruszyła się, co uznał za sukces rozmowy. - King, zaprowadź babcię na strych.
Starucha samodzielnie wywlekła się z wózka, od razu zapierając się przed upadkiem ohydną starą laską, z której drzazgi zapewne wbijały jej się w rękę. Nie pozwoliła się poprowadzić chłopcu, więc ten szedł za nią, jakby to on był gościem w swoim domu. Asekurował ją na schodach, choć czuł, że jej to wcale niepotrzebne, że zna każdy stopień na pamięć.
- Babciu, jak było na wczasach? - spytał drżącym głosem, kiedy dotarli na zatęchły strych, z którego okna do środka wpadało światło księżyca; mama nie myliła się, była pełnia. - Nie nudziłaś się?
Stało się coś niespodziewanego. Mały King spodziewał się kolejnego niezrozumiałego pomruku, burknięcia jakiegoś, czy niezbyt kulturalnego pokręcenia głową, ale nie odpowiedzi. Cichej i niewyraźnej, ale odpowiedzi.
- Jak mogłabym się nudzić z NIMI?
Zatkało go, ale postanowił kuć żelazo póki gorące i zapytać babcię o coś jeszcze, co go nagle zaczęło interesować.
- Babciu, kim są "ONI"? - był podekscytowany i zafascynowany perspektywą pogodnego, acz odrobinę egocentrycznego członka rodziny w zamianę za upiora, którym myślał, że kobieta jest.
Stało się coś jeszcze bardziej niespodziewanego dla małego chłopca, bo kiedy spróbował otworzyć babciną walizę, dostał po rękach jej drewnianą laską. 
- Nie interesuj się, głupi dzieciaku. - głos staruchy był skrzekliwy i nieprzyjemny dla ludzkiego ucha, a w połączeniu z niemiłym tonem głosu po prostu nieznośny.
- C-co takiego? - wyjąkał przestraszony cofając się na schody.
- Skoro już tu razem utknęliśmy, lepiej nie wchodź mi w drogę - wyrzęziła.
Chłopiec zbiegł po schodach do rodziny, a gdy zasypiał w swoim pokoju miał nadzieję, że gdy się obudzi, rozmowa na strychu okaże się koszmarem. 
Prawdziwy koszmar miał jednak dopiero nastąpić.
I to wcale nie we śnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz