poniedziałek, 30 września 2013

8.


"Już świta"
- Nie bądź głupi, King. - starucha uśmiechała się, przewiercając go przenikliwym spojrzeniem lodowatych tęczówek.
- Nie jestem. 
- Dobry z ciebie chłopiec. Wszystko jest dobrze. - skojarzyła mu się z jadowitą żmiją, razem z tym syczącym głosem.
- Wszystko jest dobrze. - powtórzył za nią. Nie chciał, by zauważyła, że wyrwał się spod jej hipnozy. Skupił się z całych sił na tym, aby unikać jej przeszywającego wzroku. 
- King, pomóż mi wyjść na zewnątrz. - poprosiła go. Już nie była tak żywa jak przed złamaniem klątwy. 
Zasłużyła na soczysty, fałszywy uśmiech, pomyślał chłopiec uśmiechając się w taki właśnie sposób.
- Oczywiście.

***

Gdy znaleźli się na zewnątrz, księżyc akurat był schowany za chmurami. Noc była brzydka, ale Kingowi to nie przeszkadzało tak jak rok temu, gdy się tu wprowadzili i oglądali okolice domu. Przypomniał sobie, jak bał się starych dębów rosnących na wzgórzu, ale po tym, co przeżył, czuł, że nic mu nie straszne.
- Zostańmy tu przez chwilę. - odezwała się starucha opierająca się o laskę.
Stojąca na skraju skarpy.
Niestrzeżona przez "nich".
Bezbronna.
King wyrwał jej laskę i wyrzucił gdzieś daleko przed siebie. 
Nie miała szans, by mu uciec.
- Teraz zapłacisz za swoje czyny, wiedźmo! - wykrzyczał jej w pomarszczoną twarz i prosto w oczy, które nie miały już nigdy mieć nad nim kontroli. - To twój koniec!
W ostatniej chwili wyrzęziła jak pierwszego dnia, aby przestał, ale on był pewien tego, co zaraz zrobi.
Wystarczyło dziecinne pchnięcie, aby spadła w środek lodowatego jeziora.
King czuł, że teraz "oni" czekają na niego w domu. Są pewni, że wróci.
Uciekł do lasu pędem najszybszym na jaki mógł sobie pozwolić między wystającymi korzeniami dużo potężniejszych od niego drzew.
Słyszał "ich" demoniczne szepty z tyłu swojej głowie. 
Marzył, aby usłyszeć jeszcze jedną ich historię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz